Przypowieść o nieuczciwym rządcy

Ewangelia według św. Łukasza 16,1-13:

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek. Przywołał go do siebie i rzekł mu: Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządu, bo już nie będziesz mógł być rządcą. Na to rządca rzekł sam do siebie: Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mnie zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co uczynię, żeby mię ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę usunięty z zarządu. Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: Ile jesteś winien mojemu panu?. Ten odpowiedział: Sto beczek oliwy. On mu rzekł: Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz: pięćdziesiąt. Następnie pytał drugiego: A ty, ile jesteś winien?. Ten odrzekł: Sto korcy pszenicy. Mówi mu: Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt. Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światła. Ja także wam powiadam: Zyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy wszystko się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków. Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzie niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, prawdziwe dobro kto wam powierzy? Jeśli w zarządzie cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, kto wam da wasze? Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie.

Medytacja biblijna:

Słuchając dzisiejszego fragmentu ewangelii wielu z nas może mieć poczucie, że Jezus pochwalił w niej nieuczciwe postępowanie zarządcy. Czy jednak jest to prawda? Chciejmy się głębiej wczytać w dzisiejsze ewangeliczne przesłanie odwołując się zarówno do języka oryginalnego, w jakim została napisana ewangelia oraz do doświadczenia życiowego. To właśnie kontekst życiowy może nam w wielu sytuacjach pomóc rozumieć głębiej, jakie jest przesłanie Bożego słowa.

Jezus rozpoczyna swoją przypowieść zdaniem: „Pewien bogaty człowiek miał rządcę”. Mimo wielu zmian cywilizacyjnych pewne zasady funkcjonowania ekonomicznego w czasach Jezusa są podobne do zasad panujących w naszych czasach. Znamy dziś wielu bogatych ludzi, posiadających nie tylko jedną firmę, ale często też wiele firm. Wiemy także, że dla kierowania tymi firmami zatrudniają oni menedżerów. Są to osoby, które nie wnoszą najczęściej do firmy kapitału, ale swoją wiedzę i doświadczenie związane z zarządzaniem. Ich głównym zadaniem jest tak zarządzać firmą w imieniu jej właściciela, by przynosiła ona zyski. Z tych zysków, zgodnie z umową z właścicielem lub jak powie Jezus dosłownie w przypowieści „po słowie” między właścicielem a zarządcą, czerpie on także swoją zapłatę. Taka właśnie sytuacja, tworzy kontekst życiowy dzisiejszej przypowieści.

W historii opowiedzianej przez Jezusa i zgodnie z duchem ówczesnych czasów nie ma mowy o menedżerze, ale o zarządcy, jednak jego funkcja jest typowa jak dla dzisiejszego menedżera. Jezus zatem odwołuje się w swojej przypowieści do znanej z codzienności sytuacji zatrudniania przez bogatego człowieka zarządcy do kierowania w jego imieniu pracownikami w gospodarstwie rolnym, czyli jak byśmy dziś powiedzieli współczesnym językiem, w firmie rolniczo-spożywczej. Bogaty człowiek zatrudniając owego zarządcę z pewnością umówił się, jakiej wielkości plonów oczekuje, by zatrudniony zarządca dostarczał mu do jego domu. Ów dom nie musiał być w tej samej miejscowości. Mógł znajdować się daleko od posiadanego przez niego gospodarstwa. Tę sytuację dobrze znamy także z naszego dzisiejszego doświadczenia, choćby mówiąc o zjawisku transferowania zysków z Polski za granicę. Ten nasz dzisiejszy kontekst życiowy może nam wiele podpowiedzieć w kwestii dobrego zrozumienia tego, co się stało w przypowieści Jezusa. Wiemy jak bardzo nas bolała sytuacja i jak odbieraliśmy ją za niesprawiedliwą oraz nieuczciwą, kiedy dowiadywaliśmy się, jakiej wielkości sumy pieniędzy były w ten sposób transferowane z naszego kraju.

Wracając do Jezusowej przypowieści i czytając ją w tym szerokim kontekście życiowym, należy domniemywać, że ów bogaty człowiek umówił się zatem, jakiej wielkości plony zarządca ma mu oddawać. Czy umówił się, jakiej wielkości plony może on sobie przywłaszczyć jako zapłatę za zarządzanie gospodarstwem? Być może tak. W każdym razie z Jezusowej przypowieści wynika, że zarządca zaczął podejmować takie praktyki, które pracownikom owego gospodarstwa wydawały się niesprawiedliwe i nieuczciwe. Z tego względu oskarżyli go oni u swego właściciela, że trwoni i rozprasza jego majątek.

Na czym mogła polegać ta nieuczciwość i niesprawiedliwość zarządcy? Z pewnością nie polegała na tym, że podkradał on plony z dostawy, która miała zgodnie z umową dotrzeć do właściciela. Gdyby tak było właściciel szybko by się zorientował o jego nieuczciwości i zwolniłby go natychmiast po odkryciu tego faktu. Należy domniemywać, że wielkość dostaw dostarczanych do właściciela, była zgodna ze zawartym słowem (umową). Gdzie mogło być pole do nieuczciwości i przywłaszczania sobie przez zarządcę nieuczciwego zysku?

Z samej opowiadanej przez Jezusa historii można wywnioskować, na czym polegały te niesprawiedliwe i nieuczciwe praktyki zarządcy. Czytamy w niej: „Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: Ile jesteś winien mojemu panu? Ten odpowiedział: Sto beczek oliwy. On mu rzekł: Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz: pięćdziesiąt. Następnie pytał drugiego: A ty, ile jesteś winien?. Ten odrzekł: Sto korcy pszenicy. Mówi mu: Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt”. Co właściwie robi zarządca? Obniża wielkość zobowiązania, jaką każdy pracownik miał dostarczyć swojemu właścicielowi. Właśnie nieuczciwość zarządcy mogła dotyczyć określenia wielkości zobowiązania, z jakiego miał się wywiązać pracownik względem właściciela. Z historii przypowieści można wywnioskować, że zarządca ustalił tę wielkość zobowiązania w sposób nadmiernie wysoki, zmuszając być może w ten sposób pracowników do nadmiernej pracy. Efektem takiej decyzji zarządcy mogło być także poczucie pracowników,  że są oni nadmiernie eksploatowani i wykorzystywani. Być może  jego nieuczciwość jeszcze bardziej polegała na tym, że tłumaczył on pracownikom, iż wielkość tego zobowiązania jest decyzją ich właściciela.

Co kierowało zarządcą w podejmowaniu takich niesprawiedliwych i nieuczciwych praktyk? Jak mówi jedna ze starych zasad interpretowania Biblii, Biblię najlepiej tłumaczy się przez samą Biblię. Kościół umieścił dziś w liturgii słowa Bożego w pierwszym czytaniu fragment z Księgi Amosa (8, 4-7), której treść może nam odpowiedzieć na postawione przez nas powyżej pytanie. Czytamy w nim: „Słuchajcie tego wy, którzy gnębicie ubogiego i bezrolnego pozostawiacie bez pracy, którzy mówicie: Kiedyż minie nów księżyca, byśmy mogli sprzedawać zboże? Kiedyż szabat, byśmy mogli otworzyć spichlerz? A będziemy zmniejszać efę, powiększać syki i wagę podstępnie fałszować. Będziemy kupować biednego za srebro, a ubogiego za parę sandałów i plewy pszenicy będziemy sprzedawać”. Amos w tym fragmencie swoich mów pokazuje ludzi, którzy owładnięci są niesamowitą chciwością, tak wielkim pragnieniem osiągania zysków, że są gotowi dla ich osiągnięcia dokonywać niesprawiedliwych i nieuczciwych – by nie powiedzieć nieludzkich – praktyk ekonomicznych. Słowo Boże podpowiada nam zatem, że taką motywacją kierował się także ów ewangeliczny zarządca.

Nie mamy tego w historii opowiadanej przez Jezusa, ale odwołując się do doświadczenia życiowego, możemy sobie wyobrazić, do czego prowadził taki sposób zdobywania zysków przez zarządcę. Mając nadmierne zyski mógł żyć podobnie jak młodszy syn z przypowieści o synu marnotrawnym.  W przypowieści tej słyszymy, że „młodszy syn, zabrawszy część majątku należącego do niego, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie” (Łk 15,13). Pracownicy właściciela właśnie o to przed nim oskarżają zarządcę – o jego rozrzutność, prowadzącą do marnotrawienia majątku właściciela.

Po złożeniu oskarżenia właściciel przywołuje do siebie zarządcę i oświadcza mu, że dokona, mówiąc językiem współczesnym, kontroli, audytu, w kierowanym przez niego gospodarstwie, firmie. Dalszy tok tej przypowieści pokazuje kroki, jakie  podejmuje zarządca, by siebie w jakiś sposób uratować. I to właśnie ten sposób postępowania przed mającą nastąpić kontrolą ze strony właściciela spotyka się z pochwałą nie tylko z jego strony, ale także odnosimy wrażenie, iż także ze strony Jezusa. O co chodzi w tym sposobie postępowania zarządcy, które zasłużyło na pochwałę?

Zobaczmy najpierw na reakcję zarządcy, o której mówi Jezus w przypowieści. Ów zarządca powiada: „Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mnie zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co uczynię, żeby mię ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę usunięty z zarządu”. Zarządca zdaje sobie sprawę, że właściwie nic więcej w życiu nie potrafi robić poza samym zarządzeniem. Moglibyśmy powiedzieć, że jest przekonany, iż tylko w tym względzie posiada jakiekolwiek zdolności i talenty. Pewnie ma rację i gdyby nie jego chciwość mógłby spokojnie poradzić sobie dalej na tym stanowisku. W związku z tym jedyną szansę widzi w tym, by w jakiś sposób zdobyć życzliwość swoich dotychczasowych pracowników. Co zatem robi? Prosi każdego z nich na rozmowę i znacząco obniża im zobowiązania względem właściciela. Można przypuszczać, że nakazał im wpisać w zobowiązania taką ich wielkość, której w rzeczywistości oczekiwał właściciel. Zarządca zatem w obliczu mogącej spotkać go katastrofy życiowej, rezygnuje ze swojego zysku, czy mówiąc językiem współczesnym prowizji. Obniżka zobowiązania musiała być znacząca, skoro zarządca liczył, że takim posunięciem zdobędzie życzliwość ludzi i ich akceptację. To ten sposób postępowania wzbudza pochwałę zarządcy ze strony właściciela, ale i wyczuwamy, że i spotyka się z uznaniem ze strony Jezusa.

Jezus mówi, że zarządca jest godny pochwały za swoją roztropność. Roztropność jak najkrócej rzecz ujmując, to umiejętność dobierania właściwych środków prowadzących do realizacji celu. Według właściciela gospodarstwa, zarządca okazał się roztropnym, bo w sytuacji, w jakiej się znalazł, uznał, że jedynym wyjściem będzie zdobycie życzliwości i akceptacji wśród ludzi, którymi do tej pory zarządzał. Nie było bardziej roztropniejszego wyjścia, a zatem środka prowadzącego do realizacji postawionego sobie celu, jak obniżenie wysokości zobowiązań pracowników przez rezygnację z własnego zysku. Znając doświadczenie życiowe, rezygnacja z własnego zysku mogła sprawić, że ów nieszczęsny zarządca mógł rzeczywiście znaleźć przyjaciół w dotychczasowych zbuntowanych przeciwko sobie pracownikach. Tak często się dzieje właśnie w życiu, nawet w naszych współczesnych czasach.

Jezus chce tę przypowieść odnieść do wielu wymiarów życia swoich uczniów. Po pierwsze, do rzeczywistości głoszonego przez Jezusa i uobecnianego w Nim zbawienia. Skoro wybija godzina nadejścia zbawienia, to zdaniem Chrystusa, roztropność będzie przejawiała się porzuceniem dotychczasowego grzesznego stylu życia i przyjęciem takiego, który zapewni wejście do królestwa Bożego. W świetle definicji roztropności, którą przyjęliśmy w tym rozważaniu – celem, do którego dąży uczeń Jezusa jest przyjęcie do królestwa Bożego, a środkiem wiodącym do tego, jest przyjęcie odpowiedniego, ewangelicznego stylu życia. Życie innym stylem życia poza stylem ewangelicznym jest po prostu w tym świetle brakiem roztropności.

Po drugie, Jezus mówi: „Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światła”. Właściwie to brzmi jak wyrzut w stosunku do nas, jako Jego uczniów, że jesteśmy mniej roztropni w postępowaniu ze sobą od synów tego świata. O co chodzi Jezusowi? Zobaczmy, że w sytuacji osobistego zagrożenia, zarządca chcąc osiągnąć swój cel, potrafił zrezygnować ze swojego zysku i dogadać się ze swoimi dotychczasowymi pracownikami. Zrezygnował po prostu ze swojego. Poświęcił swoje osobiste dobra i zyski materialne dla większego celu.

Jezus nam podpowiada, że my często w obliczu stawianych nam celów, zadań, czy też spotykanych wyzwań życiowych, właśnie nie potrafimy zrezygnować ze swojego lub robimy to z wielkim trudem i oporem. Dzisiejsza ewangelia wzywa nas do tego, byśmy mieli w sobie taką zdolność do rezygnowania ze swojego w celu osiągnięcia jakiegoś większego dobra. Doświadczenie życiowe podpowiada nam, że nieraz wiele w życiu tracimy z powodu naszej nieumiejętności zrezygnowania z osobistych korzyści, ambicji dla osiągnięcia jakiegoś większego dobra, czy realizacji jakiejś większej sprawy, przynoszącej korzyści większej grupie ludzi, w tym i oczywiście nam. Jezus w dzisiejszej ewangelii wskazuje, że dla Niego ludźmi godnymi szczególnej pochwały są ci, którzy potrafią dla królestwa Bożego oraz dzieł z nimi związanych zrezygnować ze swoich osobistych korzyści i poświęcić swoje dobra osobiste dla Bożego celu.

Po trzecie, Jezus wykorzystuje tę przypowieść, by pokazać, jaką relację do środków materialnych, w tym zwłaszcza do pieniędzy, powinni mieć Jego uczniowie. Warto w tym miejscu wspomnieć o kontekście dzisiejszej ewangelii. Pochodzi ona z szesnastego rozdziału ewangelii św. Łukasza i następuje bezpośrednio po przypowieści o synu marnotrawnym, zawartej w piętnastym rozdziale. Jednym z wątków tej ostatniej przypowieści jest majątek ojca i możliwość korzystania z niego. Wiemy, ile emocji wzbudzają w ludziach sprawy ich majątków rodzinnych, a zwłaszcza kiedy przychodzi do sytuacji dziedziczenia ich. Jezus wykorzystuje to powiązanie tematyczne, by pomóc uporządkować swoim uczniom tę sprawę tak, by nie budziła ona w nich tak wielkich namiętności i nie była przyczyną nieraz gorszących scen wojen rodzinnych związanych właśnie z dziedziczeniem. Jezus dziś mówi do nas, że majątek, także ten dziedziczony, nie powinien być bogiem dla nas, czyli czymś najważniejszym w naszym życiu. Bowiem to nie od niego zależy nasz los i bezpieczeństwo naszego życia. Według słowa Bożego, środki materialne zawsze powinny służyć temu, by jednoczyć osoby, a nie ich dzielić. Jeśli zaczynają dzielić, Jezus w innym miejscu ewangelii daje radę: „Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące! (Mt 5,38-42).

W dzisiejszym fragmencie Jezus mówi także: „Zyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy wszystko się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków”.Chrystus w tym zdaniu wskazuje, że pieniądze powinny służyć budowaniu przyjacielskich relacji z innymi. Jezus dziś nam podpowiada, że z jednej strony pieniądze powinny służyć zaspokajaniu naszych autentycznych potrzeb bez kierowania się w tym względzie chciwością prowadzącą do pasożytniczego stylu życia, ale z drugiej strony, że powinny służyć do budowania życzliwych relacji z innymi, a przede wszystkim być wykorzystywane do budowania królestwa Bożego wśród innych. Ta druga postawa związana jest z umiejętnością poświęcenia ich i rezygnacji z ich kurczowego posiadania, jeśli sprzyja to sprawie królestwa Bożego i dziełom z nim związanym. Realizacja tej drugiej postawy, jak uczy doświadczenie może być trudna. Dlaczego?

Nie na darmo w dzisiejszej ewangelii Jezus przeciwstawia postawę służenia Bogu postawie służenia mamonie, przez którą rozumie on w tym kontekście środki materialne, w tym zwłaszcza pieniądze. Człowiek jest tak skonstruowany psychicznie, że szuka jakiegoś oparcia w życiu i związanego z tym poczucia bezpieczeństwa. Z punktu widzenia wiary mamy dwie możliwości – albo znajdziemy takie oparcie w Bogu i Jego miłości oraz opatrzności w stosunku do nas, albo w jakiejś rzeczywistości poza Nim, skoro w Nim nie chcemy albo nie potrafimy znaleźć oparcia. Wiemy dobrze, że kiedy człowiek wybiera tę drugą drogę, to najczęściej szuka oparcia w środkach materialnych, których posiadanie jawi mu się jako źródło pewnego bezpieczeństwa w życiu i poradzenia sobie ze wszystkimi problemami, jakie może on napotkać. Poświęca wtedy wiele czasu i wysiłku, by zarówno je zdobyć, jak i je zabezpieczyć. Potrafi też potężnie się martwić zarówno ich możliwością utraty, jak i brakiem ich posiadania. To one stają się centrum jego życia, planowania, działania i kryterium dokonywania wyborów. Stają się po prostu bogiem dla człowieka, a oglądane wtedy z boku ludzkie życie wydaje się, że polega jedynie na służeniu im. W takim stylu życia człowiek podświadomie ufa jedynie wielkości posiadanych środków materialnych, mimo że czasami w słowach może mówić o ufności Bogu i odwoływać się do Niego.

W tym kontekście, człowiek służący Bogu, to człowiek, który dogłębnie w swoim sercu jest przekonany, że podstawowym oparciem i fundamentem jego życia jest Bóg. To On – mówiąc obrazowo – stanowi Jego majątek, albo jak mówi sam Jezus, jego skarb. Taki człowiek wewnętrznie jest przekonany, że tylko Bóg może zabezpieczyć jego życie i tylko w rękach Bożej opatrzności jest jego dalszy bieg. Ufa on Bogu, że jest dla niego dobrym Ojcem, który czerpiąc ze swojego niebieskiego majątku zaspokoi jego potrzeby i zabezpieczy jego życie, dając mu tyle, ile naprawdę jest mu potrzebne do godziwego życia. Służenie takiemu Bogu polega na nieustannym poszukiwaniu więzi z Nim, by doświadczać prawdy o byciu przez Niego prowadzonym, a także by doświadczać Go jako źródła swojego pokoju i ufności oraz jako mocy do własnego działania, zaangażowania i wykonywania pracy oraz spotykanych zadań. To inny styl życia niż styl, w którym w centrum serca człowieka stoi zdobywanie i posiadanie środków materialnych, traktowanych jako jedyny tak naprawdę fundament spokoju i bezpieczeństwa dla ludzkiego życia. Dlatego Jezus wyraźnie mówi: „Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie”.

Warto odwołać się jeszcze do następujących słów Jezusa z dzisiejszej ewangelii: „Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzie niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, prawdziwe dobro kto wam powierzy? Jeśli w zarządzie cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, kto wam da wasze?”. Kiedyś podczas swojego pobytu na KUL-u spotkałem jednego z badaczy życia religijnego, który uważał, że uczciwe gospodarowanie pieniędzmi i uczciwy stosunek do nich jest jednym z ważniejszych wskaźników autentycznego życia religijnego. Podobne sugestie można znaleźć właśnie w powyższych słowach Jezusa. Wiedząc, jak wielkie emocje pieniądze wywołują w nas, Chrystus mówi wprost –  w ich zarządzaniu kierujcie się wiarą. To właśnie wiara będzie nas chronić przed popadnięciem w chciwość i w prowadzenie takiego stylu życia, w którym z biegiem czasu staną się one naszym bogiem i przejmą kontrolę nad naszym życiem i relacjami. Jezus jednocześnie w powyższych słowach mówi do nas – jeśli nie umiecie w zarządzaniu pieniędzmi kierować się wiarą, to miejcie świadomość, że mało kto wam uwierzy w to, że szczerze służycie Bogu.

Werset Alleluja tuż przed ewangelią zawiera takie słowa: „Jezus Chrystus, będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was swoim ubóstwem ubogacić”. Wskazuje on, że Jezus żyjąc tu na ziemi przyjął styl życia, w którym oddał On wszystko co miał Ojcu i dla dobra innych ludzi. Nie miał tu na ziemi innego oparcia ani majątku, poza więzią z Ojcem. To był Jego skarb, z którego czerpał „bogactwa”  nie zatrzymując ich dla siebie, ale rozdając je ludziom tak, jak tego Ojciec chciał. Poprośmy Jezusa w czasie naszej osobistej modlitwy w oparciu o to dzisiejsze słowo Boże, by Jezus przekonał nas do pełnego zaufania Ojcu i dał nam doświadczyć, że więź z Nim jest tak naprawdę jedynym naszym skarbem i majątkiem, który jest w stanie realnie zabezpieczyć nasze życie i przeprowadzić nas przez bramy śmierci.

Warto jednocześnie w  oparciu o tę niedzielną ewangelię postawić sobie kilka pytań do przemyślenia:

– o nasz stosunek do wykonywanej pracy i naszą postawę uczciwego oraz sprawiedliwego wypełniania obowiązków z nią związanych;

– o nasze zdolności i talenty, czy nie są wykrzywiane oraz marnotrawione przez jakiś nasz styl życia, który nie sprzyja ich rozwojowi i owocowaniu;

– o naszą relację do pieniędzy i sposobu ich zdobywania oraz gospodarowania;

– o naszą umiejętność rezygnacji ze swoich osobistych korzyści i swojego zdania dla zaangażowania się w realizację jakiegoś większego dobra.

Poprośmy Jezusa, by jeśli w jakimś względzie nie domagamy w tych sprawach, posłał nam Ducha Świętego dla oczyszczenia naszych serc i umysłów tak, by wszystko w naszym życiu było na chwałę Boga i dla pożytku innych.