O wierze wyrywającej morwę

Ewangelia (Łk 17, 5-10)

Apostołowie prosili Pana: „Dodaj nam wiary”. Pan rzekł: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze, a byłaby wam posłuszna. Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: Pójdź zaraz i siądź do stołu? Czy nie powie mu raczej: Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił? Czy okazuje wdzięczność słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? Tak i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono, mówcie: Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać”.

Medytacja biblijna

Chciałbym, byśmy dzisiejszą naszą medytację nad niedzielnym fragmentem ewangelii rozpoczęli od obrazu morwy, o której Jezus mówi do Apostołów. Anna Maria Wajda w artykule poświęconym znaczeniu zdania: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze, a byłaby wam posłuszna”, pisze, że morwa to długowieczne drzewo, żyjące nawet do 600 lat i dorastające do 15 m wysokości z rozłożystą koroną i bardzo mocnym systemem korzeniowym. Korzenie morwy rozrastają się we wszystkie strony, co sprawiało, że trudno było usunąć to drzewo wraz z korzeniami.[1]

Czego obrazem z życia duchowo-emocjonalnego mogłaby być morwa? Można byłoby w niej zobaczyć obraz naszych trudnych sytuacji, które po ludzku wydają się nam nie do zmienienia, „nie do wyrwania” i „nie do rozplątania”. Mogą oczywiście być to sytuacje zewnętrzne, jak np. trudne sytuacje w pracy, relacje z innymi, czy jakieś trudne wydarzenia życiowe. Mogą to też być nasze stany wewnętrzne, jak np. jakieś emocjonalne i duchowe uwikłania, uzależnienia, zachowania i reakcje, które psują życie nam i innym, ale których trudno nam się pozbyć i je przezwyciężyć. Jak morwa w ziemi, tak i te stany są mocno zakorzenione w naszym duchu i sercu, tak iż wydaje się po ludzku, że są już nie do pokonania, ani do „wyrwania”.

Warto w poszukiwaniu swojej osobistej „morwy” uświadomić sobie kontekst, w jakim występuje dzisiejszy fragment słowa Bożego w ewangelii według św. Łukasza. Wcześniej przed dzisiejszymi słowami Jezusa mamy fragment Jego nauczania przestrzegający nas przed dawaniem zgorszenia (17, 1-2) oraz wzywający do przebaczania każdemu, kto wobec nas zawini (17, 3-4). Słowa o zgorszeniu ukazują, że jest w nas zdolność do krzywdzenia innych, czasami owszem nieuświadomiona i nieintencjonalna, ale jednak zawsze wyrządzająca zło innym. Słowa zaś wzywające do przebaczania, przypominają nam, że łatwo sami nieraz ulegamy zranieniu i postawie obrażania się, a także chęci zemsty i nienawiści. Dobrze wiemy jak nieraz trudno nam jest komuś przebaczyć i jak nierzadko wiele lat chowamy w sobie do kogoś urazę. Niektórzy ludzie strasznie się męczą wewnętrznie, bowiem z jednej strony chcą rozumem na bazie poczucia powinności komuś przebaczyć, a z drugiej strony na poziomie serca nieustannie przeżywają emocjonalnie zranienie, jakiego doznali i nie potrafią pogodzić się z doznaną krzywdą oraz zranieniem. To słysząc te słowa Mistrza z Nazaretu, uczniowie uświadomili sobie własne słabości w tym względzie . Na bazie tego odczucia zwrócili się do Niego z płynącą z głębi siebie prośbą: „Dodaj nam wiary”. Do uczniów jakby dotarła prawda, że po ludzku może im brakować nieraz sił do tego, by nie krzywdzić innych i potrafić przebaczyć.

Zatrzymajmy się w tym miejscu naszej medytacji. Zastanówmy się, co jest w naszym  życiu taką „morwą”, czyli sprawą, problemem, trudnością, zranieniem, uwikłaniem, uzależnieniem i zniewoleniem, które wydaje się nam nie do rozplątania i nie do wyrwania. Chciejmy być szczerzy przed Bogiem i opowiedzmy Mu o tym. Chciejmy poprosić Boga, byśmy nie czuli się przez Niego potępieni z powodu naszych słąbości, ale byśmy doświadczyli, że On z troską pochyla się nad nami i że chce nam przyjść z pomocą, byśmy tę „morwę” wyrwali z naszego życia. Prośmy, by Bóg w głębi naszego serca przekonał nas, że On do nas mówi tak, jak kiedyś powiedział do Mojżesza odnośnie do cierpienia zniewolonych Izraelitów: „Dosyć napatrzyłem się na twoją udrękę. Znam twoje uciemiężenie, dlatego chcę przyjść tobie z wyzwoleniem” (por. Wj 3,7). Chciejmy także usłyszeć i poprosić Boga, aby dał nam zrozumieć, iż On daje nam łaskę wiary jako drogę do wyzwolenia z wszelkich sytuacji „morw” w naszym życiu.

W tym miejscu naszej medytacji postawmy sobie pytanie, o jakiej wierze mówi Jezus? Jak ona wygląda w wymiarze praktycznym życia codziennego? Jak ją należy rozumieć i przeżywać?

Szukając odpowiedzi na tak postawione pytanie, wróćmy do doświadczenia trudnych sytuacji, problemów oraz relacji w naszym życiu, owych jak to dziś określiliśmy „morw” w naszym życiu. Kiedy takie zdarzenia pojawiają się w naszym życiu, naszą podstawową reakcją na nie jest nasze reagowanie emocjonalne. Uświadommy sobie te reakcje. Składają się na  nie w zależności od zdarzenia uczucia złości, gniewu, nienawiści, smutku, rozpaczy, zwątpienia, bezsilności, bezradności, zawodu, rozczarowania, niezadowolenia, użalania się nad sobą, a także lęku i strachu, napięcia i niezgody, pożądania i namiętności, wrogości i zawiści, zazdrości i chęci odwetu. Nierzadko obok tych negatywnych emocji pojawiają się w nas myśli osądzające i potępiające albo innych, albo siebie samego, czy też oskarżające Boga, życie i innych. Często przeżywając takie zdarzenia i odczuwając rodzące się w nas pod ich wpływem emocje, doświadczamy poczucia osamotnienia i zamknięcia się w sobie. Niejednokrotnie jednak reagujemy inaczej. Stajemy się chodzącymi wulkanami, kipiącymi złymi energiami w stosunku do innych.

Jako następny etap w tym naszym przeżywaniu tych trudnych sytuacji rodzą się w nas wyobrażenia i plany, co moglibyśmy zrobić w takiej sytuacji, jak sobie poradzić, jak się zachować, jak zareagować i odreagować, by rozwiązać problem, by pozbyć się napięcia i złych energii. Zastanawiamy się na tym etapie, jak wyjść cało z problemu, co komuś powiedzieć, jak wobec niego postąpić, by zwycięsko dla nas wyjść z opresji, w jakiej się znaleźliśmy. Potem podejmujemy działanie, które nierzadko w pierwszym etapie rozwiązuje jakoś dany problem, ale potem właściwie wikła nas w nowy. W ten sposób znów się cykl powtarza – sytuacja, nasze reakcje emocjonalne, poszukiwanie rozwiązania, podjęcie działania, znów nowa problematyczna sytuacja i proces rusza od nowa.

Jak to postępowanie wygląda w świetle wiary? Problem powyżej opisanego postępowania w świetle wiary polega na tym, że te wszystkie sytuacje człowiek może albo przeżywać bez więzi z Bogiem, albo w poczuciu więzi z Nim. Z jednej strony, każdą taką sytuację człowiek może przeżywać z dala od Jego obecności i postawy zawierzania Mu siebie. Wtedy w swoim wnętrzu pozostaje sam i w oparciu jedynie o ludzkie siły rozumu, woli i własnego doświadczenia próbuje radzić sobie z życiem oraz ze sobą. Liczy po prostu tylko i wyłącznie na siebie. Z drugiej strony, doświadczając takich trudnych sytuacji, a zwłaszcza powstających pod ich wpływem w jego sercu nieprzyjemnych emocji i destruktywnych myśli, człowiek żyjący w poczuciu więzi z Bogiem, zamiast odwoływać się do swoich ludzkich sił, może siebie najpierw zawierzyć Bogu. Zwłaszcza może to czynić mając świadomość z jednej strony mogącego zrodzić się zła z działania pod wpływem tych emocji, a z drugiej strony własnej słabości wobec ich presji popychającej nas do destruktywnego i szkodliwego działania.

Warto w tym kontekście uświadomić sobie pewną prawdę zwłaszcza o naszym chrześcijańskim funkcjonowaniu. Mówi ona na podstawie doświadczenia życiowego, że nasze serce zdolne jest do różnych reakcji emocjonalnych wobec spotykających nas sytuacji życiowych, zwłaszcza tych trudnych dla nas. Te reakcje emocjonalne wywierają na nas nieraz niesamowicie silną presję do działania. Kiedy czasami impulsywnie w oparciu o nie podejmujemy działanie, jesteśmy nierzadko świadkami ich negatywnych skutków dla innych oraz naszej więzi z Bogiem. Najczęściej takie zachowania nazywamy wtedy grzechem.

Jednak chrześcijanie mają możliwość innego sposobu działania, zwłaszcza wtedy, kiedy zaczynają przeżywać swoje życie w perspektywie więzi z Bogiem, zawierzając Mu nie tylko bieg swojego codziennego życia, czy też napotykane trudne sytuacje, ale także siebie w obliczu swoich negatywnych emocji oraz destruktywnych myśli. To właśnie tu na poziomie serca rozstrzyga się tak naprawdę nasza wiara – czy iść za głosem swoich negatywnych emocji i destruktywnych myśli, czy będąc ich świadomym powierzyć się i zawierzyć Bogu? Wiara bowiem w swoim rdzeniu, to ponawiana codziennie decyzja zaufania Bogu i powierzania się Jemu, to życie w poczuciu więzi z Bogiem. Fundamentem wiary jest właśnie taki styl życia polegający na życiu w poczuciu więzi z Bogiem i na zawierzaniu się Jemu wobec każdej sytuacji, jaka nas spotyka w codzienności.

Jaki często robimy błąd w tym względzie? Otóż wielu z nas ma przekonanie, że kiedy doświadczamy takich negatywnych emocji i destruktywnych myśli oraz wyobrażeń, to nie możemy zbliżyć się do Boga. To nasze przekonanie może wyrastać z naszego ludzkiego doświadczenia relacji z innymi. Kiedy bowiem przeżywaliśmy negatywne emocje do nich, często nas odrzucali, czy nawet zrywali relacje z nami. Niestety to nasze doświadczenie przenosimy na Boga i mówimy sobie, że póki nie uporządkujemy siebie w tym względzie, nie możemy zbliżać się do Boga. Zamiast więc zawierzyć się Bogu, liczymy na siebie i swoją słabą wolę.

Tymczasem Bóg mówi poprzez proroka Ozeasza: „Bogiem jestem, nie człowiekiem; pośrodku ciebie jestem Ja – Święty, i nie przychodzę, żeby zatracać” (11, 9). Wiara, rozumiana jako przeżywanie życia w poczuciu więzi z Bogiem, jest nam właśnie po to dana, byśmy zwłaszcza takie trudne sytuacje przeżywali poprzez zawierzanie się Jemu. To ta postawa naszego oddawania się Jemu, będzie przynosiła nam z biegiem czasu wewnętrzne uporządkowanie, wolność od naszej destrukcji i jak powie św. Paweł coraz większe nasze uświęcenie (1 Tes 4, 3). Ale żeby się tak stało, to trzeba każdego dnia, krok za krokiem, powierzać i zawierzać siebie Bogu w każdej bez wyjątku sytuacji. Dlatego dziś Bóg napomina nas przez proroka Habakuka w pierwszym czytaniu: „sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności” (2, 4). Dzięki takiej wierze, rozumianej jako styl życia przeżywania codzienności w poczuciu więzi z Bogiem, rodzą się w nas z biegiem czasu Boże postawy i owoce Ducha, o których wspominał św. Paweł w Liście do Galatów: „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (5, 22-23). Wymowny w tym kontekście, a zwłaszcza w perspektywie obrazu morwy, jest fragment Listu św. Pawła do Kolosan, w którym czytamy:: „Jak więc przejęliście naukę o Chrystusie Jezusie jako Panu, tak w Nim postępujcie: zapuśćcie w Niego korzenie i na Nim dalej się budujcie, i umacniajcie się w wierze, jak was nauczono, pełni wdzięczności. (2, 6-7).

Chcę w tym momencie przypomnieć osobę ks. Dolindo Ruotolo i jego słynną modlitwę „Jezu, Ty się tym zajmij”, jako bardzo praktyczną ilustrację prawdy o przeżywaniu naszej codzienności w perspektywie poczucia więzi z Bogiem. Przypomnijmy przynajmniej niektóre jej fragmenty. Do zapoznania się z całością modlitwy zachęcam do wejścia na stronę internetową: https://www.youtube.com/watch?v=HZRHuEt7VSQ Ks. Dolindo pisał: „Jezus do duszy: Z jakiego powodu wzburzony ulegasz zamętowi? Oddaj Mi swoje sprawy, a wszystko się uspokoi. Zaprawdę powiadam wam, każdy akt prawdziwego, ślepego, pełnego oddania się Mi przyniesie owoc, jakiego pragniecie i rozwiąże najbardziej napięte sytuacje. Całkowicie zdać się na Mnie nie oznacza walczyć, denerwować się i rozpaczać, a jednocześnie prosić Mnie niecierpliwie, bym to Ja po twojej myśli przemienił wzburzenie w modlitwę. Całkowicie zdać się na Mnie znaczy zamknąć ze spokojem oczy duszy, odsunąć niespokojne myśli i zamęt, oddać się Mi, tak bym tylko Ja działał i powtarzać: Ty się tym zajmij. Zamartwianie się, denerwowanie, myślenie o konsekwencjach zdarzeń jest wbrew, zdecydowanie wbrew, oddaniu się Mi. (…)  Zamknij oczy i daj się ponieść prądowi mojej łaski. Zamknij oczy i nie myśl o bieżących sprawach, odwróć wzrok od przyszłości jak od pokusy; odpocznij we Mnie, ufając w Moją dobroć, a zapewniam cię na Moją miłość, że kiedy zwrócisz się do Mnie z tą dyspozycją: Ty się tym zajmij, oddam się tej sprawie całkowicie, pocieszę cię, wyzwolę i poprowadzę.

I kiedy będę musiał poprowadzić cię inną drogą niż tą, którą zaplanowałeś, będę ci przewodnikiem, wezmę na ramiona, przeprowadzę cię, jak matka uśpione niemowlę na rękach, na drugi brzeg. (…) Otrzymujesz niewiele łask, kiedy się zamartwiasz. Wiele zaś łask spada na ciebie, jeśli tylko twoja modlitwa jest pełnym zawierzeniem i oddaniem się Mi. (…)  Jeśli powiesz mi naprawdę: bądź wola Twoja, czyli jakbyś mówił: Ty się tym zajmij, wkroczę z całą moją mocą i rozwiążę najtrudniejsze sytuacje. (…) Jesteś niezmordowany, chcesz wszystko sam oszacować, o wszystkim samemu pomyśleć; zdajesz się na siły ludzkie, czy też gorzej, na człowieka, wierząc w jego pomoc. I to utrudnia Moje działanie. Och, jak bardzo pragnę twojego oddania, bym mógł ci błogosławić i w jakim smutku pogrążam się widząc, jak się miotasz! Szatan właśnie do tego dąży: byś był niespokojny, by oderwać cię od Moich działań i rzucić na pastwę ludzkich przedsięwzięć. Ufaj zatem tylko Mi, odpocznij we Mnie, całkowicie się na Mnie zdaj. Czynię cuda proporcjonalnie do twojego pełnego oddania się Mi i oderwania się od twoich myśli”.[2]

Z mojego duszpasterskiego doświadczenia wynika, że tę modlitwę warto zindywidualizować. Jednym łatwiej będzie zwracać się „Jezu, Ty się tym zajmij”, innym „Boże, Ty się tym zajmij”, a jeszcze innym „Ojcze, Ty się tym zajmij” lub nawet przez odwołanie się do aramejskiego Abba „Tato, Ty się tym zajmij”. Ważne po prostu jest samo zwrócenie się do Boga w postawie zawierzenia Mu siebie i oddania się Mu.

Jezus dziś mówi w ewangelii: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze, a byłaby wam posłuszna”. Jak te słowa zrozumieć w świetle tego co do tej pory sobie powiedzieliśmy, ale także w szerszym kontekście całego Nowego Testamentu, a zwłaszcza pism Pawłowych. Postawmy sobie pytanie, co taki akt zawierzenia siebie Bogu daje nam w obliczu doświadczania zwłaszcza trudnych emocji i destruktywnych myśli? Po pierwsze powoduje, że dystansujemy się wobec presji tych uczuć i rezygnujemy ze sposobów działania, jakie te emocje i myśli nam podpowiadają. Często efektem tego powierzania się Bogu jest powstanie w nas dystansu, stanu uspokojenia się i ufności. Po drugie, jak zwłaszcza to tłumaczy św. Paweł w swoich pismach, mówiąc o stylu życia według Ducha, dzięki temu zwróceniu się do Boga, otwieramy się na działanie Ducha Świętego. Efektem tego może być pojawianie się w naszym umyśle i sercu Bożych natchnień, Bożych wizji działania, które właśnie z Boga czerpią swoją moc do działania, przeżywania i doświadczania. To dlatego taka wiara może przenosić góry i wyrywać morwy, czyli robić rzeczy po ludzku niemożliwe. Takie dzieła nie są ludzkim wymysłem, ale powstają w nas wtedy, kiedy siebie zawierzymy Bogu i wycofamy się w ten sposób z działania pod wpływem swoich emocji, myśli i planów.  Trzeba mieć świadomość, że jak wtedy zareagujemy, jest trudno przewiedzieć. Jezus bowiem mówił do Nikodema, że z działaniem Ducha Świętego w naszym życiu jest jak z wiatrem: „Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha” (J  3, 8). Jedno jest pewne, że takie działanie zawsze będzie przynosić dobro nam i innym.

Kiedy prowadzimy w ten sposób nasze życie wiarą, to zaczynamy realizować dobro, które nie pochodzi od nas, ale od Boga. Św. Paweł w Liście do Efezjan pisze: „Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili” (2, 10). Odwołując się zatem do tych słów Apostoła Narodów, możemy powiedzieć, że kiedy prowadzimy taki styl życia wiarą, polegający na powierzaniu się Bogu na poziomie naszego serca, coraz bardziej stajemy się „stworzeni w Chrystusie” i zaczynamy coraz bardziej pełnić czyny, które pochodzą od Boga. Nie są one naszą zasługą, ale darem Boga. Dlatego Jezus dziś w ewangelii mówi nam, że jeśli będziemy mieli taką wiarę, która jest przede wszystkim przeżywaniem codzienności poprzez zawierzanie się  Bogu, będziemy czynili dobro, które nie jest naszą zasługą. Widzimy zatem wyraźnie, jak dzisiejsze słowa Jezusa o wierze łączą się spójnie z działaniem, a właściwie ze służbą Jego uczniów. Tylko takie czyny, zrodzone w nas z Boga dzięki naszej decyzji, wyborze zawierzenia się Bogu, otworzą przed nami drzwi królestwa Bożego.

Jezus z w innym miejscu mówi: „Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6, 33). Słowa te można odnieść w naszym życiu do wymiaru zewnętrznego, jak i wewnętrznego. Chciałbym je w naszej medytacji odnieść do wymiaru wewnętrznego. W tym kontekście i w świetle naszych rozważań Jezus mówi, żebyśmy się starali najpierw w sercu wprowadzić królestwo Boże. Użyte słowo starajcie się, które w oryginale brzmi jako szukajcie, sugeruje, że jest w tym względzie potrzebny nasz wysiłek. Polega on na naszym wyborze, decyzji powierzenia się Bogu. Nasze negatywne emocje i destruktywne myśli rodzące się w wielu sytuacjach naszego życia często wywierają w nas presję do działania przeciwnego Duchowi Bożemu. Wielu z nas jest świadomych tej walki między wiernością Bogu a pójściem drogą przeciwną Duchowi Bożemu. Szukanie królestwa Bożego w naszym sercu będzie właśnie naszą decyzją zawierzenia się Bogu, a nie pójścia ścieżką, którą nam proponują negatywne emocje i destruktywne myśli. Czasami początkowo, czy w wielu innych późniejszych sytuacjach, nie będzie się to dokonywać bez doświadczenia wewnętrznego cierpienia. Jeśli jednak będziemy wierni tym decyzjom, to z biegiem czasu będzie wzrastać w nas cnota, czyli sprawność, dyspozycja do posługiwania się rozumem, wolą i zmysłami zgodnie z Duchem Bożym. Jezus mówi, że jeśli będziemy wprowadzać na tym poziomie królestwo Boże, to wszystko inne w naszym życiu będzie nam dodane. Myślę, że wielu z nas, którzy żyją tak rozumianą wiarą, potwierdzą, że słowa Jezusa są rzeczywiście prawdą.

Chciałbym wprowadzić jeszcze jedną myśl związaną z dzisiejszą ewangelią, a zwłaszcza z tym fragmentem, w którym Jezus mówi, że jesteśmy sługami nieużytecznymi. Pokazują nam one prawdę, że nikt z nas nie jest – mówiąc obrazowo – pępkiem świata. Wielką nieraz przeszkodą w budowaniu relacji z innymi i z Bogiem jest takie patrzenie na siebie, w którym moje Ja i moje potrzeby są najważniejsze na świecie, a Bóg i moi bliscy są powołani do tego, by je zaspakajać. W takim stylu życia na pierwszym miejscu nie jest Bóg, ale moje Ja. Bóg i wszyscy inni, łącznie ze światem, są zobowiązaniu do służenia mi.

Wiara w świetle naszych rozważań jest takim stylem życia, w którym człowiek w sercu i w rzeczywistości zewnętrznej stawia na pierwszym miejscu Boga. Kiedy człowiek patrzy na siebie jak na pępek świata, trudno mówić o takim stylu życia, że jest wiarą, nawet jeśli taki człowiek wykazuje się jakąkolwiek religijnością. W tego rodzaju stylu życia religijność bardzo często polega na próbie załatwiania sobie wykonywaniem różnych rodzajów praktyk religijnych Bożego błogosławieństwa i Bożych dóbr. Kiedy w życiu tak postępującą osobę spotka to, o co się modliła i czego pragnęła od Boga, odbiera to jako potwierdzenie swojej wyjątkowości i słuszności własnego stosunku do Boga. Problem rodzi się wtedy, kiedy rzeczywistość nie układa się zgodnie z oczekiwaniami takiej osoby. Często czuje się wtedy zawiedziona i nieraz z tego powodu jej religijność szybko stygnie, by nawet w pewnym momencie po prostu zgasnąć. Taka osoba nie szuka Boga i więzi z Nim, ale szuka przy Jego pomocy skutecznego sposobu na zdobycie poczucia bezpieczeństwa, dostatku i stanu dobrego samopoczucia. Warto zastanowić się, czy czasami taka wizja religijności nie jest obecna w naszym życiu.

Na podstawie dzisiejszego słowa Bożego poprośmy zatem Boga, by oczyścił nasze serca i dał nam łaskę zrozumienia, na czym polega autentyczna wiara. Poprośmy Go, byśmy dogłębnie w swoim sercu doświadczyli, że prawdziwa wiara polega w swoim rdzeniu na życiu w poczuciu więzi z Bogiem w kontekście codziennych sytuacji, jakie spotykamy w biegu naszego życia.


[1] Anna M. Wajda. Pouczenia Jezusa o wierze (Łk 17,6). W: Wiara i jej przekaz w Piśmie Świętym. Pod red. R. Bogacza. Kraków 2014 s. 25-34.

[2] Joanna Bątkiewicz-Brożek. Jezu, Ty się tym zajmij! O. Dolindo Ruotolo. Życie i cuda. Wydawnictwo Esprit. Kraków 2017 (ebook).