Notka z 2 września 2026 r.

Dzisiejsza historia ewangeliczna (Łk 4, 38-44) pokazuje Jezusa, który pełen mocy Bożej niesie ludziom uzdrowienie i uwolnienie. Ale jest w tym fragmencie biblijnym także krótkie wspomnienie, że Jezus „z nastaniem dnia wyszedł i udał się na miejsce pustynne”. W innych miejscach Ewangelii są takie wzmianki, że Jezus szukał odosobnienia, spędzając w nim nieraz całą noc, jak mówi Łukasz, modląc się do Boga (6, 12; por. Mk 1, 35; 14, 13; Łk 5,  16). Trzeba jasno sobie uświadomić, że cała działanie Jezusa było dzieleniem się mocą Ojca, którą właśnie napełniał się podczas tego czasu spędzanego na modlitwie. To ważne przypomnienie dla nas, że modlitwa to nie przede wszystkim czas proszenia, ale to czas przebywania w obecności Ojca, by karmić się Nim i Jego Duchem. To przede wszystkim czas przypominania sobie, kim jest Ojciec, jaki jest w relacji do nas i kim chce byśmy byli w naszej codzienności.  Paweł Apostoł w Liście do Efezjan pisze: „Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili” (2, 10). Właśnie czas modlitwy to czas przypomnienia sobie, że „jesteśmy Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie”. Nasze życie po takiej modlitwie staje się wtedy dzieleniem się z innymi mocą Ojca poprzez pełnienie „dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili”. Wtedy nasza codzienność, tak jak codzienność Jezusa, staje się miejscem i czasem dzielenia się mocą Boga.